KPW ARENA 31
MADE IN POLAND
16.01.2026
KLUB NOWY HAREM
81-342 Gdynia, 3 Maja 28
Wrestling… po polsku!
Najlepsi polscy zawodnicy, goście z zagranicy, wielkie emocje, duża doza szaleństwa – rozrywka na najwyższym poziomie!
KARTA:
Walka o pasy mistrzowskie KPW Tag Team
TEAM VISEGRAD pokonali ADEPTÓW
Walka o pasy mistrzowskie KPW Tag Team
TEAM VISEGRAD pokonali ADEPTA#1 i LEONA LATO
Team Visegrad ponownie broni tytułów mistrzowskich!
Na gali KPW Arena 31 Mistrzowie Tag Team pojawili się w zmienionym składzie. Wykorzystując tak zwaną „Freebird Rule” Ricky’ego Sky zastąpił inny członek międzynarodowej frakcji, Czech Lukas Mottl. David Oliwa po raz kolejny mówił, że w KPW nie ma drużyn, które mogą stanowić dla nich jakiekolwiek zagrożenie. Ostatecznie jednak skończyło się na tym, że do walki z nimi stanęły nie jeden, a aż dwa duety.
Na początku wyzwanie mistrzom rzucili adepci Szkoły Wrestlingu KPW, znani jako Adept 2 i Adept 3. Choć Visegrad początkowo wyśmiali zapędy młodych wrestlerów, ostatecznie postanowili dać im szansę. Adepci dawali z siebie wszystko i momentami zaskakiwali mistrzów, jednak przewaga doświadczonych zawodników była wyraźnie widoczna i po kilku minutach walka zakończyła się na korzyść Oliwy i Mottla.
Mistrzowie postanowili dać młodzieży srogą lekcję i mimo że było po gongu, wciąż atakowali pokonanych rywali. Z odsieczą przybył inny z Adeptów, nazywany przez publikę Adeptem 1. Wpadł na ring z kijem do kendo, ratując kolegów z opresji. Sam jednak wpadł w tarapaty. Visegrad już chcieli dać mu nauczkę, jednak na scenie pojawił się Leon Lato, który wyzwał mistrzów do walki o pasy
i jako swego partnera wskazał będącego w ringu Adepta 1.
Ta walka przebiegała już zupełnie inaczej, a Adept 1 i Leon Lato mimo oczywistego braku doświadczenia w kooperacji, spisywali się nadzwyczaj dobrze. Starcie było dynamiczne i wyrównane, a pretendenci mogli sprawić niespodziankę. Koniec końców Team Visegrad sprytnie najpierw pozbyli się z ringu Leona, a następnie wykonali na zmęczonym Adepcie swoją drużynową akcję kończącą i po raz drugi tego samego wieczoru obronili tytuły. Czy w KPW faktycznie nie pojawi się żaden duet, który będzie w stanie odebrać im pasy? Kolejne gale przyniosą odpowiedź.
ERYK LESAK pokonał MARKUSA PASKALA
Na to starcie wszyscy czekali! Markus Paskal, który zadebiutował na zeszłorocznej Godzinie Zero, stanął do walki z Erykiem Lesakiem. Już na największej gali roku zaczęło iskrzyć między tą dwójką. Tego dnia Eryk próbował zerwać baner z wizerunkiem Markusa, zawieszony przez rodzinę Paskala na jednym z balkonów klubu Nowy Harem. Do tego rzucał niewybredne komentarze w stronę matki młodego zawodnika.
Tym razem było podobnie. Lesak wszedł do ringu, wziął mikrofon i zaczął od zaczepek słownych do mamy rywala, która ponownie pojawiła się na widowni. Markus nie miał zamiaru puścić mu tego płazem. Od początku zdecydowanie atakował, wysyłając przeciwnikowi sygnał, że zadzieranie z jego rodziną było dużym błędem. Początkowa przewaga Paskala została jednak przez niego szybko roztrwoniona, a „Polski Czołg” przejął inicjatywę i zaczął znęcać się nad Markusem, jednocześnie dając co chwila do zrozumienia mamie rywala, że jej syn marnie skończy.
Choć momentami Paskal wracał do gry, stawiając opór atakom doświadczonego przeciwnika, to jednak Lesak nie dał się wyprowadzić z równowagi i zasłużenie wygrał walkę po wykonaniu Fireman’s Carry Backbreakera.
Po walce Lesak zaatakował pokonanego Markusa. Chwilę później dołączył do niego Chemik. Obaj znęcali się nad młodym zawodnikiem na oczach jego matki. Mówili jednocześnie, że „kiedyś ten biznes uprawiali prawdziwi mężczyźni, a nie chłopcy, którzy przychodzą na galę z mamusią”. Chwilę później zeszli z ringu i podeszli do mamy Paskala. Markus wziął mikrofon, nawtykał rywalom i powiedział, że skoro uważają, że zawodnicy z przeszłości byli lepsi, to akurat jeden z nich jest na zapleczu i jest ciekaw czy te same słowa powiedzieliby mu w twarz.
Chwilę później, po 6-letniej przerwie do ringu KPW powrócił Kamil Aleksander, który ogłosił, że zostanie mentorem Markusa Paksala oraz że na KPW Arena 32 dojdzie do starcia Markus Paskal i Kamil Aleksander vs Chemik i Eryk Lesak.
TOMCZAK pokonał FILIPA FUXA
Do tej walki miało dojść już na samym początku Areny 31. Po wejściu Tomczaka Filip Fux, w zemście za incydent z poprzedniej gali, wyłonił się niespodziewanie spod ringu i zaatakował Tomczaka krzesłem. Zainterweniował prezes Malinowski, który ogłosił, że ze względu na zaistniałą sytuację walka odbędzie się później i będzie to First Blood Match.
Tak też się stało, a starcie „do pierwszej krwi” zaczęło się (zgodnie z oczekiwaniami widowni) ostrym akcentem – Fux rzucił przeciwnikowi krzesłem w twarz. Pierwsze minuty walki bezapelacyjnie należały do byłego mistrza KPW Tag Team. Tomczak powstrzymał rywala dopiero gdy w pewnym momencie zdołał uderzyć skaczącego na niego Fuxa łańcuchem w brzuch. Od tej pory „Monstrum z Gniezna” uzyskało przewagę. Tomczak „niszczył” przeciwnika w swoim stylu – serwując mu powolne, ale bardzo intensywne i bolesne ataki. Przez długi czas Fux nie mógł się podnieść, ale wreszcie zaczął odpierać ataki, jednocześnie samodzielnie atakując Tomczaka przy użyciu dostępnych pod ringiem przedmiotów. Walka się wyrównała, jednak kluczowy w ostatecznym wyłonieniu zwycięzcy okazał się łańcuch, który, nie po raz pierwszy, był ulubioną „zabawką” Tomczaka. Wielokrotne uderzenia łańcuchem w plecy, owijanie i zaciskanie go na wysokości oczu Fuxa i wreszcie potężny prawy prosty wymierzony prosto w twarz rywala, sprawiły, że Filip zaczął krwawić i musiał uznać wyższość Tomczaka.
GREG pokonał CHEMIKA
Starcie „Uczeń kontra Mistrz” było jednym z najbardziej wyczekiwanych pojedynków gali KPW Arena 31. Niegdyś wierni sojusznicy, dzisiaj wielcy wrogowie. Chemik i Greg stanęli do walki 1 na 1 po raz pierwszy w historii KPW.
Greg nauczył Chemika wszystkiego, co potrafił. Widać było od samego początku, że rywale znają się doskonale, dlatego też starcie było niezwykle wyrównane. Oprócz tego, że obaj mieli opanowany ringowy warsztat przeciwnika, czuć było w powietrzu ogromne napięcie. Nienawiść, wywołana zdradą Grega przez Chemika, która miała miesiące wcześniej, sprawiała, że starcie było brutalne, a każdy atak wykonany przez „Papieża polskiego wrestlingu” i przez Chemika, wydawał się być wzmocniony o ładunek emocjonalny z przeszłości.
Ostatecznie zwycięzcą walki został Greg, który nawiązując do czasów Gałęzi Gregoriańskiej, wykonał rywalowi Jajachę i odliczył go do 3. Chemikowi nie udało się zatrzeć złego wrażenia z Areny XXX, na której przegrał walkę z Adeptem 1. Greg z kolei zaliczył istotną wygraną i po walce przyznał, że chciałby po raz drugi w karierze zostać mistrzem KPW.
Hardcore Match
MICHAŁ FUX pokonał RONA CORVUSA
To była jazda bez trzymanki od początku do końca. Ron Corvus, były mistrz KPW i węgierska „Legenda Hardcore’u”, kontra Michał Fux, były mistrz KPW Tag Team i ulubieniec publiczności.
Co tu dużo mówić, działo się i to bardzo dobrze. Krzesła, znak drogowy, puszka piwa, pinezki, jarzeniówki czy wreszcie gość specjalny, czyli kij baseballowy owinięty drutem kolczastym. Tak, to wszystko zostało wykorzystane w trakcie tejże walki, a zawodnicy opuszczali ring i zakrwawieni i wycieńczeni. Czy trzeba dodawać coś więcej?
Niszczący pojedynek ostatecznie zwyciężył młodszy z wrestlerów, Michał Fux. Weterana niebieskiego ringu pokonał wykorzystując jeszcze jeden przedmiot – gitarę, którą roztrzaskał Corvusowi na głowie.
Walka o miano pretendenta do pasa mistrzowskiego KPW
HANS SCHULTE pokonał TOMA LA RUFFĘ
Gwiazdorska walka wieczoru o miano pretendenta do zwakowanego pasa mistrzowskiego KPW była prawdziwą wisienką na torcie gali KPW Arena 31. Hans Schulte stanął przed najtrudniejszym wyzwaniem w swojej karierze. Jego rywalem był słynny Tom LaRuffa, który występował w ringach największych federacji wrestlingowych świata i zdobywał tytuły mistrzowskie w całej Europie.
Walka była bardzo wyrównana. Hans dawał z siebie absolutne maksimum, jednak francuska ikona mimo wszystko potrafiła wykorzystać doświadczenie i wypracować optyczną przewagę nad Niemcem. Pojedynek był długi i widowiskowy, a fani w Gdyni mieli okazję zobaczyć dużą dawkę klasycznego, oldschoolowego, wrestlingowego rzemiosła na najwyższym poziomie.
Choć „French Stallion” dominował, to jednak nie docenił przebiegłości Schulte. Były mistrz KPW jest zawsze doskonale przygotowany do swoich walk i słynie z tego, że potrafi wyłapać nawet najmniejsze słabości rywala, a potem wykorzystać je przeciwko niemu. Tak było i tym razem. Schulte próbował różnych sztuczek, a LaRuffa miał zwycięstwo w garści – wykonał Superkick, po którym powinien odliczyć Niemca do 3, gdyby nie fakt, że chwilę wcześniej przypadkiem oberwało się sędziemu, który nie widział pinu. Chwilę później na ekranie nad sceną pojawił się wygenerowany przez sztuczną inteligencję filmik z Tomem LaRuffą, który mówił, że „nigdy nie będzie w stanie pokonać wielkiego Hansa Schulte”. Zaskoczony Francuz nie wiedział co się dzieje. Okazało się, że był to doskonale przemyślany plan Hansa, który wykorzystał nieuwagę Toma, wykonał mu Low Blow, a następnie swój Package Piledriver. To nie wystarczyło do pokonania LaRuffy, jednak Schulte od razu założył rywalowi dźwignię na rękę i zmusił go do poddania, dzięki czemu został pierwszym pretendentem do pasa KPW.
