Godzina Zero 2018

KPW GODZINA ZERO 2018

11.08.2018

20:00

GDYŃSKIE CENTRUM SPORTU
81-538 Gdynia, Olimpijska 5/9

Wydarzenie rozpoczął jak zwykle z wysokiego C Arkadiusz Pawłowski, który żywiołowo przywitał publikę i przy akompaniamencie dzikich wrzasków jej przedstawicieli rozkręcił widowisko. Warto odnotować, że na początku dowiedzieliśmy się o nowym sponsorze KPW – Division B-2 i o współpracy, jaka się szykuje. Efekty zapewne będą widoczne niedługo, a tymczasem rozgorzała ringowa akcja!


ROBERT STAR (/w ROSETTI) def. 🇩🇪 FYNN FREYHART

Pierwszym pojedynkiem wieczoru było starcie dwóch gwiazd rocka. Po świetnym pokazie umiejętności i serca do walki publiczność była spragniona powrotu niemieckiego rokendrolowca Fynna Freyharta, a ten nie zawiódł – znów dostarczył fanom wielu niezapomnianych momentów. Jednocześnie musiał uznać wyższość strutego Roberta Stara, któremu najwyraźniej nie służy bycie częścią Kawalerii. Rockstar of Wrestling przez całą walkę musiał użerać się z „kolegą” Rosettim, który wydawał mu rozkazy, pomiatał nim i bardziej uprzykrzał mu życie niż pomagał. W kluczowym momencie walki Łodzianin otrzymał za swoje starania pięknego i niewątpliwie zasłużonego plaskacza, za co Star został nagrodzony gromkimi brawami. Ostatecznie walka zakończyła się po niesamowitym Rockstar Hangoverze wyłapującym niemieckiego zawodnika w locie. Polska gwiazda rocka udowodniła swoją wyższość, ale nie zanosi się na to, żeby najbliższe miesiące przyniosły mu zbyt wiele uśmiechów.


DAVID OLIWA def. SAWICKI

Druga walka wieczoru postawiła naprzeciw siebie dwóch zawodników, którzy znają się bardzo dobrze – w końcu Sawicki debiutował w federacji właśnie w walce z Oliwą. Od tamtego czasu upłynęło już sporo wody i obaj zawodnicy poczynili ogromne postępy oraz zapracowali sobie na markę w rosterze KPW. Oliwa był zdecydowanym ulubieńcem publiczności i ta energia go niosła, a Sawicki postawił sobie za punkt honoru utrzymanie przeciwnika na ziemi za wszelką cenę. Wiele ciężkich i nie do końca czystych ciosów spadło na głowę i korpus Davida, ale ten odpowiadał i punktował po swojemu tęgiego rywala. Kto powie, że rozmiar nie ma znaczenia nie ma racji – ze względu na różnicę wagi Oliwa, który jest jednym z silniejszych zawodników w federacji nie mógł dźwignąć masywnego oponenta i musiał sięgnąć głęboko do swojego arsenału, by zwyciężyć. Ostatecznie wybrał drogę powietrzną i mu się udało – Frog Splash dokończył dzieła i Oliwa mógł się cieszyć z kolejnego zwycięstwa, dobra passa trwa!

Street Fight
PIĘKNY KAWALER def. ADAM BRAVO

Kolejną walką tego wieczoru był nieprzewidywalny i brutalny pojedynek na zasadzie walki ulicznej. Lider Kawalerii przed walką chciał powiedzieć parę słów, ale krewka publiczność praktycznie mu to uniemożliwiła zagłuszając jego przemowę buczeniem, co rozjuszyło go jeszcze bardziej. Kawaler dosyć szybko postanowił, że ring to nieodpowiednie miejsce na ukaranie nielojalnego Bravo i walka przeniosła się w najrozmaitsze zakątki areny, a także poza nią. Młodzian, do czego nas już przyzwyczaił, toczył wyrównaną walkę i odpowiadał na ataki byłego mistrza KPW swoimi, równie skutecznymi. Duża część widowni opuściła miejsca by podążyć za akcją i oglądać naparzankę w przedsionku budynku, przed halą, a nawet… w toalecie. Bardzo niebezpiecznie zrobiło się w momencie, gdy walka przeniosła się na balkon i niewiele brakowało, by ktoś z niego spadł. Najpierw Kawaler wykaraskał się i uratował się przed upadkiem z wysokości, później interweniująca Alisa zaatakowała samozwańczego króla polskiego wrestlingu bliżej niezidentyfikowanym przedmiotem chroniąc swojego chłopaka przed niechybną utratą zdrowia, a może i gorzej. Zawodnicy kontynuowali pojedynek w szatni, obijali się koszami na śmieci, nikt się nie oszczędzał i było widać, jak ważne jest dla nich nie tylko pokonać, ale i zmasakrować przeciwnika. Ostatecznie górą był doświadczony Kawaler, który sprowadził Bravo do ringu i wypunktował go paskudnie wyglądającymi ciosami krzesłem w głowę. Przegrana boli, ale potencjalny wstrząs mózgu i skrócenie kariery perspektywicznego zawodnika jeszcze bardziej.

KPW OldTown Championship Match
GREG def. TRISTAN ARCHER 🇫🇷

Ostatnią walką przed przerwą był pojedynek o pas mistrzowski KPW Oldtown. GREG udowodnił, że jest godnym mistrzem, mimo, że jego zachowanie i stosunek do ludzi ciężko godnym określić. Fakty są takie, że pokonywał kolejnych przeciwników i z tego, a nie z wykorzystywanych metod będzie rozliczany. Tym razem musiał się wznieść na absolutne wyżyny swoich umiejętności, bo przeciwnik z najwyższej półki – romansujący z WWE Francuski Rewolucjonista Tristan Archer! Francuz od początku zaskarbił sobie sympatię polskich kibiców, którzy oszaleli z radości, gdy poszedł się z nimi witać. GREG jak zwykle nie odmówił sobie przyjemności powiedzenia paru słów. Cała przyjemność była oczywiście po jego stronie. Sama walka była wyrównana, ale gość z Francji zaczął budować przewagę i wszystko wskazywało na to, że czeka nas koronacja nowego mistrza. Jednym z wielu highlightsów był pojedynek na kręcenie sutków. Akcja firmowa pierwszego generała Kawalerii została wykorzystana przeciwko niemu, czym był wyraźnie zdezorientowany. Finisz walki to niestety pokaz strategii, do których Kawaleria zdążyła nas przyzwyczaić. GREG runął na ziemię trzymając się za kolano, medycy pojawili się w okolicach ringu, wydawało się, że walka zostanie przerwana, a Archer zostanie ogłoszony nowym mistrzem. Zamieszanie i dobre serce Francuza, który chciał pomóc kontuzjowanemu przeciwnikowi wykorzystał znienawidzony przez fanów „Grzesiu” i odliczył rywala, po raz kolejny grając wszystkim na nosie. Oczywiście żadnej kontuzji nie było. GREG zachował pas, Archer został nagrodzony owacją na stojąco, ale happy endu nie było.

Po przerwie ponownie widzów przywitał Pawłowski i podgrzał atmosferę do czerwoności. Zostały jeszcze trzy walki, każda z nich to potencjalny show stealer.

Siedmiu Wspaniałych: No-DQ Elimination Ladder Match
PETER PANNACHE def.
BOSKI OSTROWSKI, KAMIL ALEKSANDER, GRACJAN KORPO,
ROSETTI, MOLOCH, MATEUSZ KAKAREKO

Wszyscy czekali na tę walkę. Fani, zawodnicy zaangażowani w tę walkę i wszyscy inni, którzy chcieli się dowiedzieć kto zgarnie kontrakt i w najbliższym czasie będzie rozdawać karty. Na papierze bardzo wyrównany skład, a w ringu? Mieszanka wybuchowa! Od początku wszyscy rzucili się na monstrualnego MOLOCHa sprytnie chcąc wyeliminować największe (dosłownie i w przenośni) zagrożenie. Ważący 169 kilogramów potwór ani myślał się poddać i pomimo silnego naporu przeciwników odganiał się od nich jak od much, a gdy była ku temu okazja rzucał nimi jak szmacianymi lalkami. Tylko on i Gracjan Korpo, drugi największy zawodnik w tej walce nie zostali wyeliminowani, sami zaś siali zniszczenie i eliminowali oponentów jak leci dewastującymi Choke Slamami. Boskiemu towarzyszyła jego urocza żona Mira i roztańczona para rozgrzała zgromadzoną publiczność do czerwoności. Mira zaprezentowała nie tylko swoje taneczne umiejętności, ale miała też swój moment – zaczepiła agresywnego Korpo w ringu i została przez niego rzucona w tłum zawodników poza ringiem! Poza efektownymi akcjami z drabinami, wspaniałymi lotami poza ring i wszechobecną atmosferą rozpierduchy wydarzyło się bardzo wiele – na szczególną uwagę zasługuje sposób w jaki Kakareko wyeliminował z walki Rosettiego. Były mistrz Europy w Taekwondo wszedł z rywalem na narożnik i po spektakularnym salcie do tyłu trzymając przeciwnika odliczył go na środku ringu. Spanish Fly? Chyba bardziej Podlasian Fly! Ostatecznie kontrakt zgarnął jednak Peter Pannache i to na niego będą zwrócone oczy fanów wrestlingu w najbliższym czasie. Kiedy wykorzysta swój kontrakt i w jaki sposób? Czy podobnie jak Corvus wygra pas? Nie możemy się doczekać jak to się rozwinie!


BIANCA def. 🇸🇪 SIXT

W przedostatniej walce wieczoru przyszedł czas na panie! Po zeszłorocznej porażce z Kat Von Kaige pierwsza dama polskiego wrestlingu miała tutaj jeden cel – wygrać i to w stylu nie pozostawiającym wątpliwości. Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić, tym bardziej, że naprzeciw niej stanął najlepszy towar eksportowy ze Szwecji – Sixt! Szwedzka Żelazna Dziewica okazała się wielkim wyzwaniem dla polskiej zawodniczki i wojowniczki przez całą walkę szły wet za wet, raz po raz zdobywając uznanie i poklask publiczności. Sixt wykorzystywała przewagę tężyzny nad Biancą punktując ją ciosami i rozpracowując bolesnymi dźwigniami. Ostatecznie to jednak reprezentantka Polski uniosła ręce w geście zwycięstwa, ale Szwedka pokazała się z bardzo dobrej strony i na pewno jej waleczność, charyzma oraz niecodzienny strój zostaną zapamiętane przez polskich fanów na długo.

KPW Championship Match
🇭🇺 RON CORVUS def. 🇫🇷 TOM LA RUFFA

Walka wieczoru zgodnie z oczekiwaniami była pokazem siły, determinacji i twardych głów obu zawodników. Znany w WWE NXT jako Sylvester Lefort i w TNA jako Basile Baraka Francuz przyjechał do Polski w jednym celu – pokonać Corvusa i zabrać pas do Francji. Oczywiście węgiersko-polski mistrz nawet nie dopuszczał do siebie takiej myśli i był gotów przelać krew, także swoją, by pas został z nim. Obaj zawodnicy znają się z europejskiej sceny wrestlingu i było widać, że czują przed sobą respekt, mimo, że La Ruffa nie chciał podać Corvusowi ręki przed i po walce. Śródziemnomorski wojownik przyjął metodyczne podejście i krok po kroku osłabiał mistrza, który jednak skutecznie się odgryzał. Po dwóch dużych gościach twardych jak granit nie można się było spodziewać niczego innego jak wyrównanej walki, a publiczność także była podzielona – z jednej strony wspierała popularną węgierską ikonę hardkoru, z drugiej doceniała kunszt gościnnej gwiazdy. Ostatecznie po niezwykle ciężkiej batalii zakończonej Piledriverem pas nie zmienił właściciela.

To jednak nie był koniec gali – na arenie pojawił się Peter Pannache, ale nie przyszedł o własnych siłach, tylko został wyrzucony z okolic szatni przez Kawalerzystów. Stajnia byłego mistrza skopała nowego pretendenta do pasa mistrzowskiego, a sam Kawaler chwycił mistrzowski kontrakt i chciał go zrealizować. Gdy okazało się, że to oczywiście niemożliwe, bo kontrakt do niego nie należy, wściekły ex-mistrz wbiegł do ringu ze swoimi pomagierami i zaatakował Corvusa. Atak nie trwał długo, bo na pomoc przybiegł Sojusz, który oczyścił ring z Kawalerii, a na pożegnanie La Ruffa, który wrócił do ringu, poczęstował krnąbrnego Kawalera Superkickiem.